czwartek, 22 września 2016

Czarny protest i anal



Jestem apolityczna, nie opowiadam się i nigdy nie opowiadałam za konkretną stroną, partią, twarzą. Jak ognia unikam myślenia i rozmawiania o polityce. Co oczywiście nie oznacza, że nie śledzę, nie przyglądam się i nie psioczę w duchu.



Moja niechęć do polityki bierze się  głównie z mojego ogromnego obrzydzenia do (braku) kultury politycznej w Polsce. Zarówno od strony polityków, jak i samych Polaków. 
My o polityce nie rozmawiamy, my o politykę się policzkujemy. Do polityków nie ma się szacunku, na polityków się spluwa.
Oczywiście bardzo często na ich własne życzenie.
Z rozrzewnieniem patrzę na narody, które szanują swoich polityków, premierów, prezydentów. Z rozrzewnieniem patrzę też na polityków, którzy na ten szacunek ciężko pracują.

Tym czasem w w kraju...
Z nutką przerażenia i niedowierzania śledzę  kwestię ustawy antyaborcyjnej. Patrzę, jak ten bardzo ważny i drażliwy temat staje się piłeczką, przerzucaną przez polotyków (taki mój neologizm na polskich polityków) vel żonglerów. 

Lewica, prawica, kobieca krwawica. Biednemu chuj jak zawsze w dupę (nota bene przy obecnych wiatrach seks analny zapewne wkrótce będzie święcił w Polsce szczyty popularności). 

Popieram protest, fajnie, że pokazujemy jedność i nasze zdanie – dołączam się, ale nie pod szyldem Partii Razem.
Nigdy nie lubiłam ciasnych szufladek.